David Koepp

Cold Storage. Przechowalnia śmierci 

HarperCollins Polska, 2019, 320 stron

cold-storage_-przechowalnia-smierci_9788

       Roberto leżał na plecach ze wzrokiem wbitym w niebo.

       Właśnie dlatego nie wziąłem plecaka, pomyślał. Wiedziałem, że do tego dojdzie. Boże, czy ja zawsze muszę mieć rację?

       Na nieboskłonie nie było już tylu gwiazd; napłynęły ciężkie chmury i je przysłoniły, czyniąc tę noc jeszcze mroczniejszą. Spoglądał w górę i zastanawiał się, czy okno transmisji satelitarnej wciąż jest otwarte, czy to coś wisi gdzieś nad nim. Czy Ozgur Onder i jego dziewczyna Stephanie siedzą w tej chwili w łóżku i obserwują go na laptopie, nie mogąc pojąć, dlaczego, do cholery, facet, który strzelał, po prostu leży i nie wstaje.

       W obecnym położeniu to, że miał rację, było akurat marną pociechą. Z początku myślał, że jest sparaliżowany, ale po chwili czucie powróciło pod postacią potwornego, obezwładniającego bólu w dolnej połowie ciała. Nie było mowy, żeby wstał; czołganie się, turlanie i wszystkie inne znane mu formy ruchu też nie wchodziły w rachubę. Leżał na plecach, głowę zaś miał zwróconą w stronę frontowych drzwi magazynu i gdyby obrócił ją w lewo – co nieuchronnie wiązało się z iście piekielnym bólem – zobaczyłby zwłoki doktora Friedmana rozciągnięte na ziemi jakieś dwa metry dalej.

       Okej, pomyślał Roberto. Okej.

       Zaczął liczyć oddechy, żeby się uspokoić.

       Jestem tu i teraz. Jestem tu i teraz.

       Wciąż miał na głowie gogle termowizyjne i widział, że w przeciwieństwie do martwego mężczyzny, grzyb, który go pokrywał gęstym kożuchem, jest jak najbardziej żywy i nie próżnuje. Kotłująca się maź zsuwała się już ze zwłok, żeby zbadać otoczenie, lecz gdy tylko dotknęła ziemi, jakby zwolniła. Zwolniła, ale się nie zatrzymała.