Louise Jensen
To wszystko dla ciebie

Słowne, 2021, 320 stron

to_wszystko_dla_ciebie_front-768x1089.jpg

       Tym razem nie kazano mu jeść. Nie padł rozkaz, że ma sikać do wiadra. Coś się miało wydarzyć, coś innego, coś okropnego, po prostu to wiedział. W nim też coś pękło i ten uległy Ryan sprzed kilku dni, ten Ryan, który wierzył, że jeśli będzie posłuszny, zostanie uwolniony, zniknął.

       Strach tak bardzo nim wstrząsnął, że z jego ust wyrwało się słowo „Pomocy!”.

       – Pomocy! Pomocy! – krzyczał w kółko.

       – Cii.

       Nie mógł przestać. Dostał dłonią w twarz, mocno.

       Próbował się uspokoić, próbował zamilknąć, ale… zaczął się rzucać, wić i lamentować. Kiedy w końcu usłyszał oddalające się kroki, przestał się szarpać.

       Zaczął nasłuchiwać.

       Brzęk metalu. Skrzypnięcie wózka.

       Znowu kroki.

       Gorący oddech na jego policzku. Zapach kawy.

       Czyjeś palce chwyciły go za wargi. Z trudem usiłował oddychać przez zapchany nos.

       Ukłucie w górną wargę.

       Nie.

       Pchnięcie igły.

       Nie.

       Ucisk.

       Ból.

       I chwilowa ulga, kiedy ostry czubek przeszył na wylot dolną wargę, zanim napotkał na opór górnej.

       Nie.

       Pociągnięcie nitki.

       Palce przesuwające się z lewej do prawej wzdłuż ust, igła sprawnie mknąca w ślad za nimi, dopóki wargi Ryana nie zostały całkiem zszyte.

       Ryan próbował je rozchylić, ale ból był rozdzierający. Na brodzie i języku poczuł kropelki krwi.

       Gorąco w okolicy krocza. Zmoczył się.

       Modlił się, żeby to był koniec. Myślał, że już gorzej być nie może, ale wtedy palce wróciły, dociskając jego powiekę do delikatnej skóry pod okiem. Ta siła. Myślał, że przebijanie igły przez wargi było bolesne, ale się mylił. Ból, który czuł, kiedy zaszywano mu oczy, okazał się potworny. Wręcz niewyobrażalny.

       Igła raz po raz przekłuwała powiekę. Do środka i na zewnątrz. Do środka i na zewnątrz. Nić ciągnęła skórę. I ciągnęła. I ciągnęła.

       Najpierw lewe oko. Potem prawe.

       W myślach Ryan nadal krzyczał, ale w pomieszczeniu panowała cisza. Nie mógł otworzyć ust. Ani oczu.

       Nie mógł mówić.

       Nic nie widział.

       Nie chciał widzieć.

       – Nie widzę nic złego, nie mówię nic złego – rozległ się cichy, przerażający głos. – Wrócę niebawem.

       Ryan chciałby też nie słyszeć.

       Z szoku pogrążył się we śnie.

       Teraz znów się obudził, znów jest sam.

       Tylko jak długo?