Sonia Belasco

Mów do mnie

HarperCollins Polska, 2018, 240 stron

mow-do-mnie-b-iext52461313.jpg

       Mijały kolejne miesiące, a mama była coraz bledsza. Wy­glądała, jakby dosłownie znikała, nieubłaganie wymazywana z kartki gumką do ścierania. Stopniowo gasła i słabła; było jej coraz mniej.

       Ja zmieniałam się wraz z nią. Przekłuwałam sobie uszy – jedna dziurka za każdy dzień, kiedy wracałam do domu i zastawałam ją na kolanach wymiotującą w łazience, wycień­czoną suchymi torsjami. Rwałam sobie dżinsy, dopóki nie były w strzępach jak moje nerwy. Kupowałam T-shirty z wulgarnymi nazwami zespołów, których nigdy nie słuchałam, pod przykrywką buntu wobec istniejącego stanu rzeczy. Patrzyłam na brud zbie­rający się pod moimi paznokciami i zastanawiałam się, z jakiego grobu próbowałam się wydostać.

       Nagle to ja byłam słońcem: oślepiającym, bijącym w oczy, zbyt jaskrawym, by patrzeć na nie wprost. Mama zaś była księ­życem: stopniowo ubywającym sierpem, który w końcu całkiem znikł.

       – Czy to taka faza? – pyta babcia. – Wiem, że nastolatki czasami się buntują, ale ty byłaś zawsze taka rozsądna.

       Rozsądna. Tak, taka byłam. Rozsądna, praktyczna, cicha. Nudna jak flaki z olejem.

       – To żaden bunt – protestuję.

       – Chodzi o twoją matkę? – drąży dalej.

       Tego dnia, kiedy w parku spotkałam Damona, siedziałam w tym samym miejscu, w którym czasami wspólnie rysowa­łyśmy. Pomyślałam wtedy: „Już nigdy tu z nią nie przyjdę”. To było jak cios w brzuch. Przez te wszystkie miesiące patrzyłam, jak umiera, a jednak nie dopuszczałam do siebie, że to się dzieje naprawdę. Że to nieodwracalne. Nigdy nie byłam osobą reli­gijną, ale nagle zrozumiałam, skąd wzięło się tyle legend o życiu pozagrobowym.

       Bo jak można po prostu przestać istnieć?

       Być może taki strój, farbowane włosy i kolczyki w dziwnych miejscach to faktycznie głupota. Wiem, że to wszystko nie przy­wróci mi mamy. Nie przywróciło, gdy była chora, więc tym bar­dziej teraz.

       Jednak kiedy się tak ubieram, czuję się bezpieczniej i bliżej niej. Bardziej punkrockowo.

       Wtedy czuję, że dam radę i że mogę żyć bez niej.

       Nie mogę już dłużej być cichą, spokojną Melanie, tą nu­dziarą, która nigdy się nie wychyla i o nic nie prosi, bo tak jest łatwiej.

       Świat musi teraz przywyknąć do nowej Melanie.