Carsten Henn
Spacerujący z Książkami

Marginesy, 2022, 272 strony

spacerujacy-z-ksiazkami-b-iext105954943.jpg

       Świadomość tego, że robi się coś po raz ostatni, sprawia, że nawet najprostsze czynności nabierają wyjątkowego charakteru. Carl jeszcze nigdy nie zaginał papieru tak starannie i nigdy wcześniej nie układał go tak równo. Książkę dla Effi zachował sobie na koniec. Owinął ją w papier tak troskliwie i delikatnie, jakby przewijał dziecko. Kiedy uniósł ją w dłoniach, zadumał się, jaka jest lekka. Opisano w niej całe ludzkie życie, a mimo to ważyła zaledwie kilkaset gramów.

       Kiedy Carl wkładał ją ostrożnie na dno plecaka, aż westchnął. Ależ był głupi. Wiedział, że jego praca w księgarni kiedyś dobiegnie końca, a jednak miał nadzieję, że to się nigdy nie wydarzy. Wiedział też, że któregoś dnia umrze, jednak nie potrafił sobie tego wyobrazić. A przecież miał całe dziesięciolecia, żeby oswoić się z tą myślą. Ale niektóre sprawy najwyraźniej wymagały więcej czasu. Być może nawet całych tysiącleci.

       Rozejrzał się po zagraconym zapleczu bez okien, gdzie piętrzyły się stosy katalogów wydawniczych, wybrakowane książki czekały, aby je odesłać, a w szufladach zalegały nieaktualne materiały reklamowe dotyczące nowości – ten pokój jawił mu się zawsze jako ciepła, bezpieczna jaskinia.

       Wreszcie wymknął się niepostrzeżenie.

       I znów czekał daremnie na Schaschę. Tym razem jednak niezbyt długo. Bo dzisiaj akurat było mu na rękę, że nie przyszła. Jej obecność tylko by wszystko utrudniła. Schascha nie pozwoliłaby, aby odepchnął swój smutek jak nieproszonego gościa. Carl tymczasem chciał, żeby ta ostatnia rundka z plecakiem pełnym książek wyglądała jak typowy, normalny spacer. Taki, na który mógł się wybrać w każdy z minionych dni. I któremu nie towarzyszyła melancholia, tylko łagodna, kojąca monotonia dnia codziennego. Szedł normalnym tempem, ani wolniej, ani szybciej niż zwykle, i nie zawahał się także, kiedy po raz ostatni nacisnął znajomy przycisk dzwonka. Pan Darcy był pierwszy na jego dzisiejszym obchodzie. Carl cieszył się z tego powodu, bo wiedział, że przyjmie jego pożegnanie ze spokojem. Jak przystało na angielskiego dżentelmena, którego Carl w nim widział.